wtorek, 18 listopada 2014

TKANIEC ROŚLINNY - CZASOWY



Rozciągnięty w czasie - TKANIEC ROŚLINNY.

Jak powstawał:
starą ramkę po blejtramie pomalowałam na biało i oplotłam sznurkiem na wzór krosna.
Począwszy od wiosny, zbierałam kwiaty i zioła z okolicy, ogródka, nabywałam na rynku i zbierałam podczas wycieczek.
Te rośliny wplatałam w sznureczki krosna.


Z biegiem czasu roślin przybywało, różne kolory, faktury i kształty przenikały się ze sobą. Zasuszone, zmieniały swoją pierwotną postać, tworząc roślinny kilim.
Kilim cudownie pachnący: wiosną, latem i jesienią.





Niedawno zabrakło surowców - listopad zakończył wegetację roślin, ostatnie aksamitki i marcinki uwieńczyły dzieło.
Wpatrujemy się rodzinnie w czas zatrzymany na krosnach ramy i wspominamy ciepłe i kolorowe dni...


czwartek, 6 listopada 2014

KRZESEŁKO RODZINNE


Z cyklu: "Projekty przeciągnięte w czasie" ;)
Początki krzesełka lokują się w czasie wakacji, gdy to tatuś Emila intensywnie ogarniał i upiększał nasze otoczenie wokół domu [ taras i inne ].
Emil korzystał - uczył się majsterkowania i sam chętnie tworzył w duchu "Zrób to sam ".
Jednym z takich działań, było wspólnie z tatusiem, skręcone Krzesełko.
Żaden przemyślany i zaplanowany mebel; zwykła, szybka improwizacja z pociętych desek, ale tworzona w pełnym zaangażowaniu ojca i syna historia z życia :)



Szkielet krzesełka został skręcony, Emil go wyszlifował i powstał dylemat; jak i z czego zrobić oparcie i siedzenie.


I tutaj mebel przejęła mama :)


Zaczęłam od tego, ze pomalowałam drewno na kolor biały. Na tle białej konstrukcji wyobraziłam sobie kolorowe opacie i siedzisko z plecionki.
A plecionka z czego? Może z kabla, linki, tak jak to kiedyś robili w latach 50/60-tych.
Kupiłam żółty kabel do bielizny i oplotłam nim ramy oparcia i siedzenia.


Wyszło ciekawie i nawet wygodnie!





Emil szybko zaanektował nowy mebel, który tak miło nam się kojarzy w te jesienne, pochmurne dni.

poniedziałek, 3 listopada 2014

LABORATORIUM KUCHENNE DLA DZIECKA


Emil "kuchenny" jest i co chwila organizuje sobie zabawy w kuchni.
Postanowiłam zorganizować Emilowi kącik kuchenny do tychże poczynań.
Nie bawiłam się w "udawane" elementy, typu zlew [ bez wody ], kuchenka [ bez prądu ] bo nie ma to już sensu. Emil gotuje w dorosłej kuchni a z użyciem stołeczka doskonale sobie radzi [ pod moją uwagą oczywiście ] z myciem, krojeniem, gotowaniem.
Często jednak, jego zainteresowania nie są czysto kulinarne, ale połączone luźno  z kuchennymi rytuałami, składnikami, czynnościami.
Zajęcia takie, bardzo odbiegają od przyrządzania smacznych posiłków, ale oscylują w granicach smakowo-zapachowych ;)
Jakie to zajęcia - za chwilę opiszę.
Na początek przedstawię opis urządzonego przeze mnie kącika .
Starym zwyczajem; wszystkie elementy pochodzą z  recyclingu. Szafki, naczynia i elementy dekoracyjne to przeważnie zdobycze kupione za grosze na wyprzedażach i przeważnie z lat 70-tych i 50-tych.


Szafka wisząca [ kupiona za 5zł. bez szyby i uchwytu ], podreperowana przez dziadka Emila i pomalowana przeze mnie na biało z przetarciami.





 Drzwiczki ozdobiłam szydełkowymi serwetkami i chusteczkami vintage .



W środku szafki ustawiliśmy materiały i przybory do zabaw z ciastoliną [ barwniki, olejki zapachowe, brokaty, foremki, ciastolinę ].


Szafki dolne [ kupione w bardzo okazyjnych cenach, po przyklejeniu nóżek ] stały się pojemnikami na przybory. Na jednej umocowałam blat roboczy z półki innej szafy.



Szafka wisząca - biała, z odsuwanymi drzwiczkami to oryginał z lat 70-tych.



W niej ustawiliśmy kolekcję porcelanowych filiżanek, kubków i innych pojemników " na herbatkę ".


Wieszak z łyżki [ szwedzki ] na przybory


oraz z grzybkami, wagi vintage, mielarki, zegar, pojemniki, puszki i mnóstwo przyborów kuchennych - nie kuchennych schowanych w szafkach .






Na wiszącej szafce mini galeria z dziełami Emila [ miseczki z papieru, domek nasion, ciastolinowe świeczniki, dzbanki ].



Już w trakcie urządzania laboratorium Emil eksperymentował [ z hydrokulkami ] .

Kuchnia działa od dwóch tygodni i co chwila serwuje oryginalne dania.
Na przykład:
Ucierany zapach [ z przypraw ] dla taty.


Placek z hydrokulkami [ kilka razy ważonych ].

Piankowe ciasta.


Dużo poczęstunków dla mamy [ ulubione struganie marchewki na paseczki ].




I inne.

Kuchnia "żyje", dochodzą nowe elementy, inne znikają.


Ciastolinowe przysmaki wysychają i ulegają biodegradacji, pojawiają się nowe wiktuały. Nie zawsze, pełne pasji czynności, kończą się konkretnym efektem - czasami pozostaje tylko zapach i sterta naczyń do mycia ;)

Dla mnie dużą wartością jest to, iż Emil nie ogranicza się tylko do zabaw czystko kuchennych, ale eksploruje temat, czasami krążąc po odległych, niezbadanych terenach -  eksperymentując po swojemu.


Mama też ma swoją kuchnię w podobnym stylu a kącik herbaciany to kontynuacja Laboratorium Emila :)